Historia jest nauczycielką życia - powiedział kiedyś ktoś mądry. Zdarzało mi się słyszeć argumenty monarchistów, że monarchia absolutna byłaby najlepszym ustrojem dla naszego kraju.
W absolutyzmie ostatnie słowo zawsze należy do króla - osoby, która wstępuje na dziedziczny tron i jest do tego odpowiednio przygotowana. Wszystko fajnie - za bezwzględnie najwyższego urzędnika mieć człowieka dobrze wykształconego, znającego zasady rządzenia państwem, podstawy prawa i w ogóle całą wiedzę potrzebną do ogarnięcia tego całego bajzlu. Tutaj jednak wracamy do pierwszego akapitu - historia pokazuje, że rządy monarchiczne nie zawsze były tak dziedziczne, jak powinny być. Największą wadą tego systemu, wcale nierzadką, jest występowanie dwóch lub więcej osób jednako uprawnionych do objęcia tronu po zmarłym monarsze. Nie będę dywagował na temat możliwych sytuacji - nietrudno je sobie wyobrazić (brak potomstwa itd.).
Problem polega na tym, że monarchia jest z definicji systemem o podłożu religijnym - król jest Bożym Pomazańcem, koronowanym, a jakże przez urzędnika Kościoła piastującego godność co najmniej biskupa. We współczesnej Polsce nie brak biskupów ani też arcybiskupów.
Wyobraźmy sobie teraz sytuację, że osobą, która koronuje na Króla Rzeczypospolitej Polskiej jest taki ksiądz arcybiskup Bolesław Pylak, który na co dzień posługuje się wahadełkiem do oceny, co jest korzystne dla jego organizmu. Domyślam się, że takie brednie jak homeopatia, różdżkarstwo, czakramy i tak dalej również nie są mu obce.
Czy można ufać, że taki arcybiskup koronuje właściwego człowieka na Króla Rzeczypospolitej?
No właśnie.
wtorek, 14 grudnia 2010
środa, 27 października 2010
Bo mi się leki skończyły...
Pacjent oddziału neurochirurgii, wiek nieistotny, wieloletnia choroba alkoholowa w wywiadzie, ale facet w logicznym kontakcie słownym, zorientowany co do czasu i miejsca.
Ordynator:
- Czy nie choruje pan na padaczkę?
Pacjent:
- Nie.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Nigdy nie było napadu padaczkowego?
- Nigdy.
- Panie kolego! (do stażysty) Co pan nazmyślał w wywiadzie?
- A jeszcze jedna sprawa - wtrącił się pacjent.
- Słucham?
- Bo mi się panie doktorze przed przyjściem tutaj leki skończyły.
- Jakie leki? - zdziwił się ordynator.
- No te na padaczkę.
Ordynator:
- Czy nie choruje pan na padaczkę?
Pacjent:
- Nie.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Nigdy nie było napadu padaczkowego?
- Nigdy.
- Panie kolego! (do stażysty) Co pan nazmyślał w wywiadzie?
- A jeszcze jedna sprawa - wtrącił się pacjent.
- Słucham?
- Bo mi się panie doktorze przed przyjściem tutaj leki skończyły.
- Jakie leki? - zdziwił się ordynator.
- No te na padaczkę.
sobota, 9 października 2010
Dopalacze...
"Król dopalaczy na wolności" - grzmi tytuł artykułu na onecie. Szlag by ich trafił z tą całą pierdoloną legislacją i interpretacją obowiązujących przepisów. Zakazywać, zakazywać, zakazywać - to właśnie klimat obecnej polityki; każdy stara się pokazać że jest bardziej przeciwko dopalaczom od wszystkich pozostałych ugrupowań.
Wiadomo przecież od lat, że działanie prawa opartego przede wszystkim na zakazach się nie bardzo sprawdza w praktyce. Najlepszym przykładem jest dziesięć przykazań.
Wiadomo przecież od lat, że działanie prawa opartego przede wszystkim na zakazach się nie bardzo sprawdza w praktyce. Najlepszym przykładem jest dziesięć przykazań.
wtorek, 28 września 2010
Bo my, ateiści...
Ciekawe, dzisiaj radiowa Trójka podała informację, że w USA największą wiedzę na temat religii mają ateiści i agnostycy, w następnej kolejności Żydzi i mormoni. Tutaj jest news na ten temat.
I muszę przyznać, że nic w tym dziwnego, że te dwie grupy wiedzą więcej o religii niż reszta. W końcu ateiści dlatego są ateistami, że wiedzą więcej o religii niż przeciętny wierzący i stanowi to naturalną kolej rzeczy; im więcej wiesz o religii, tym bardziej przekonujesz się, że to zwykłe mydlenie oczu.
Ech, ksiądz Churwa naburmuszył się, gdy mu to dzisiaj powiedziałem, wyszedł z pokoju i jeszcze go od tamtej pory nie widziałem.
I muszę przyznać, że nic w tym dziwnego, że te dwie grupy wiedzą więcej o religii niż reszta. W końcu ateiści dlatego są ateistami, że wiedzą więcej o religii niż przeciętny wierzący i stanowi to naturalną kolej rzeczy; im więcej wiesz o religii, tym bardziej przekonujesz się, że to zwykłe mydlenie oczu.
Ech, ksiądz Churwa naburmuszył się, gdy mu to dzisiaj powiedziałem, wyszedł z pokoju i jeszcze go od tamtej pory nie widziałem.
niedziela, 19 września 2010
Polityka informacyjna i dr M.
Od pewnego czasu drażni mnie pewne zjawisko w polskich mediach.
Ilekroć w jakimś serwisie informacyjnym mowa jest o oszczędnościach w służbie zdrowia, tylekroć pokazywane są albo schorowani paralitycy, albo stare baby. Jedni pieprzą o tym, że nie mają pieniędzy na leczenie swoich zajebiście rzadkich chorób, drugie że cienka renta i teraz to już przyjdzie z głodu umrzeć.
Na ten przykład kilka dni temu widziałem bodajże w Polsacie newsa o szpitalu w Rudzie Śląskiej, w którym pacjenci zobowiązani są płacić abonament za prąd zużyty przez urządzenia elektryczne, z których korzystają podczas pobytu w szpitalu. I narzekania starych bab, że z emerytury to nie wystarczy na zapłacenie 12,20zł za tydzień korzystania z zasilania do radia i telefonu.
Spotkałem niedawno doktora Męczywora. Zagadaliśmy się strasznie przy kawie, a na koniec podyktował mi kolejny list do pacjentów:
Drodzy pacjenci!
Telefon komórkowy, czy prywatne radio w sali szpitalnej to dobra luksusowe, gdyż szpital nie zapewnia takowych żadnemu pacjentowi indywidualnie. Są oczywiście dostępne tego typu urządzenia do użytku zbiorowego; automaty telefoniczne na kartę, odbiorniki radiowe i telewizyjne, z których można korzystać nieodpłatnie; w przypadku telefonów płacicie jedynie za odbytą rozmowę operatorowi sieci, a radio i telewizja są przeważnie za darmochę. Jeżeli więc mimo takiej aprowizacji medialnej chcecie korzystać z luksusów, to niestety musicie za nie płacić. Tego wymaga zasada solidarności społecznej, a jest to i tak duże ustępstwo ze strony szpitali; wszak w imię równości w obliczu choroby można by zakazać stosowania prywatnych urządzeń elektronicznych w ogóle. Jeśli więc dyrektor szpitala postanawia nie rozdawać więcej prądu za darmo, bo szpital jest w katastrofalnej kondycji finansowej, to posłusznie płaćcie albo korzystajcie tylko z tego, co macie nieodpłatnie.
Tako rzecze doktor Męczywór.
Ilekroć w jakimś serwisie informacyjnym mowa jest o oszczędnościach w służbie zdrowia, tylekroć pokazywane są albo schorowani paralitycy, albo stare baby. Jedni pieprzą o tym, że nie mają pieniędzy na leczenie swoich zajebiście rzadkich chorób, drugie że cienka renta i teraz to już przyjdzie z głodu umrzeć.
Na ten przykład kilka dni temu widziałem bodajże w Polsacie newsa o szpitalu w Rudzie Śląskiej, w którym pacjenci zobowiązani są płacić abonament za prąd zużyty przez urządzenia elektryczne, z których korzystają podczas pobytu w szpitalu. I narzekania starych bab, że z emerytury to nie wystarczy na zapłacenie 12,20zł za tydzień korzystania z zasilania do radia i telefonu.
Spotkałem niedawno doktora Męczywora. Zagadaliśmy się strasznie przy kawie, a na koniec podyktował mi kolejny list do pacjentów:
Drodzy pacjenci!
Telefon komórkowy, czy prywatne radio w sali szpitalnej to dobra luksusowe, gdyż szpital nie zapewnia takowych żadnemu pacjentowi indywidualnie. Są oczywiście dostępne tego typu urządzenia do użytku zbiorowego; automaty telefoniczne na kartę, odbiorniki radiowe i telewizyjne, z których można korzystać nieodpłatnie; w przypadku telefonów płacicie jedynie za odbytą rozmowę operatorowi sieci, a radio i telewizja są przeważnie za darmochę. Jeżeli więc mimo takiej aprowizacji medialnej chcecie korzystać z luksusów, to niestety musicie za nie płacić. Tego wymaga zasada solidarności społecznej, a jest to i tak duże ustępstwo ze strony szpitali; wszak w imię równości w obliczu choroby można by zakazać stosowania prywatnych urządzeń elektronicznych w ogóle. Jeśli więc dyrektor szpitala postanawia nie rozdawać więcej prądu za darmo, bo szpital jest w katastrofalnej kondycji finansowej, to posłusznie płaćcie albo korzystajcie tylko z tego, co macie nieodpłatnie.
Tako rzecze doktor Męczywór.
wtorek, 22 czerwca 2010
Drugi list do pacjentów, czyli Poradnia Doktora Męczywora
Pacjentyzm, pisze dr Męczywór, jest największym nieszczęściem, jakie może dotknąć lekarza. (1) By nie tworzyć wokół tego pojęcia aury tajemniczości, spieszę wyjaśnić, co też ono oznacza. (2)
Pacjentyzm jest stanem ducha, w którym człowiek całkowicie oddaje się pod opiekę lekarza (3) i w zamian za to oczekuje powrotu do idealnego zdrowia i wspaniałego samopoczucia. (4) Człowiek obciążony pacjentyzmem, pozostawiając lekarzowi pełnię swobód decyzjnych,(5) próbuje pozbyć się odpowiedzialności za własne zdrowie w przekonaniu, że uleczą go leki, ewentualnie operacja.(6)
Pacjencie! Leki Cię nie uleczą,(7) operacja Cię nie uzdrowi, a częste wizyty u lekarza nie poprawią Twojego stanu zdrowia,(8) jeśli sam nie zmienisz swoich nawyków.(9) - apeluje doktor Męczywór. I dalej: Pamiętaj, Twoje zdrowie to przede wszystkim Twój problem! (10) Jeśli z zalecenia lekarza, aby wszystko smażyć na oleju (11) wyciągasz wniosek, że słoninę na oleju też smażyć należy, (11) To jesteś w błędzie i tętnice Twoje obrastać dalej będą blaszkami miażdżycowymi (12) i sczeźniesz na zawał lub udar mózgu (13) a Twoje ścierwo przez rodzinę do ziemi złożone zostanie. (14)
Jeżeli chcesz w zdrowiu dożyć starości, nawet jeśli pracujesz fizycznie, ćwicz (15) najmniej trzy razy w tygodniu; lekko, ale długo, aż do zmęczenia. (16) Nie żryj też za dużo; czuj niedosyt po każdej wieczerzy. (17) Śpij 8 godzin; kładź się z ostatnim kura pianiem i z pierwszym kura pianiem wstawaj (19) Gdy słońce wejdzie w zenit, a kur zapieje, spożyj obiad. (20) A gdy senny się poczujesz późnym popołudniem, (21) zdrzemnij się minut trzydzieści. (22) Pracuj z umiarem i nie traktuj swego zajęcia zbyt poważnie, (23) chyba że jesteś strażakiem.(24) Alkohol pij z umiarem, nie bez upijania się (25) A papierosy możesz palić tylko od święta (26) Zachowaj te rady na lepsze życie (27), a względnie zdrów dożyjesz późnej starości,(28) chyba że masz mukowiscydozę, zespół Downa, czy inną chorobę genetyczną (29) wówczas Twoje życie zakończy się w miarę młodo i w męczarniach. (30) Nigdy nie oczekuj od lekarza, że wszystko wyleczy za pomocą cudownego lekarstwa; to niemożliwe (31) - kończy dr Męczywór.
Co tu jeszcze dodać? Chyba nic, psze państwa. Mądrości doktora Męczywora mają wymiar uniwersalny, podobnie jak Złote Myśli Księdza Churwy. Żal tylko, że ci dwaj mędrcy nieprędko się spotkają.
Pacjentyzm jest stanem ducha, w którym człowiek całkowicie oddaje się pod opiekę lekarza (3) i w zamian za to oczekuje powrotu do idealnego zdrowia i wspaniałego samopoczucia. (4) Człowiek obciążony pacjentyzmem, pozostawiając lekarzowi pełnię swobód decyzjnych,(5) próbuje pozbyć się odpowiedzialności za własne zdrowie w przekonaniu, że uleczą go leki, ewentualnie operacja.(6)
Pacjencie! Leki Cię nie uleczą,(7) operacja Cię nie uzdrowi, a częste wizyty u lekarza nie poprawią Twojego stanu zdrowia,(8) jeśli sam nie zmienisz swoich nawyków.(9) - apeluje doktor Męczywór. I dalej: Pamiętaj, Twoje zdrowie to przede wszystkim Twój problem! (10) Jeśli z zalecenia lekarza, aby wszystko smażyć na oleju (11) wyciągasz wniosek, że słoninę na oleju też smażyć należy, (11) To jesteś w błędzie i tętnice Twoje obrastać dalej będą blaszkami miażdżycowymi (12) i sczeźniesz na zawał lub udar mózgu (13) a Twoje ścierwo przez rodzinę do ziemi złożone zostanie. (14)
Jeżeli chcesz w zdrowiu dożyć starości, nawet jeśli pracujesz fizycznie, ćwicz (15) najmniej trzy razy w tygodniu; lekko, ale długo, aż do zmęczenia. (16) Nie żryj też za dużo; czuj niedosyt po każdej wieczerzy. (17) Śpij 8 godzin; kładź się z ostatnim kura pianiem i z pierwszym kura pianiem wstawaj (19) Gdy słońce wejdzie w zenit, a kur zapieje, spożyj obiad. (20) A gdy senny się poczujesz późnym popołudniem, (21) zdrzemnij się minut trzydzieści. (22) Pracuj z umiarem i nie traktuj swego zajęcia zbyt poważnie, (23) chyba że jesteś strażakiem.(24) Alkohol pij z umiarem, nie bez upijania się (25) A papierosy możesz palić tylko od święta (26) Zachowaj te rady na lepsze życie (27), a względnie zdrów dożyjesz późnej starości,(28) chyba że masz mukowiscydozę, zespół Downa, czy inną chorobę genetyczną (29) wówczas Twoje życie zakończy się w miarę młodo i w męczarniach. (30) Nigdy nie oczekuj od lekarza, że wszystko wyleczy za pomocą cudownego lekarstwa; to niemożliwe (31) - kończy dr Męczywór.
Co tu jeszcze dodać? Chyba nic, psze państwa. Mądrości doktora Męczywora mają wymiar uniwersalny, podobnie jak Złote Myśli Księdza Churwy. Żal tylko, że ci dwaj mędrcy nieprędko się spotkają.
poniedziałek, 10 maja 2010
Nawrót natrętnych ruminacji...
Noszę się ostatnio z zamiarem, by znów jakąś notkę wrzucić. W sobotę miałem nawrót OCD; zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne z przewagą myśli natrętnych, jak to zwykle u mnie bywa. Szlag, nikomu nie życzę podobnych przeżyć. Prawie rok spokoju i znowu musiało się mi to choróbsko przywlec. Trzy godziny snu w nocy i zepsuty cały następny dzień. W sumie napad nie tak ciężki jak ten pierwszy w moim życiu; jeszcze w czasach liceum. Szczęśliwie już niewiele z tego pamiętam; tyle tylko że trwał prawie cztery dni i mało nie doprowadził do rozpadu rodzącego się wówczas związku z J.
Zastanawiam się tylko, czy wyjście, jakie za każdym razem znajduję jest zwykłą obronną racjonalizacją, czy też rzeczywiście ten problem rozwiązuje?
Może przyjdzie czas, że porozmawiam o tym z kimś, kto nie jest tak bardzo w sprawę emocjonalnie zaangażowany, bo rozmowy o tym problemie rozbijają moje przyszłe małżeństwo. Chociaż czuję się w równej mierze przyjacielem mojej narzeczonej, to zastanawiam się wciąż nad niezwykłością i swoistym brakiem równowagi w tej przyjaźni. Tak, będzie o czym pogadać z Zee Oswaldem...
Zastanawiam się tylko, czy wyjście, jakie za każdym razem znajduję jest zwykłą obronną racjonalizacją, czy też rzeczywiście ten problem rozwiązuje?
Może przyjdzie czas, że porozmawiam o tym z kimś, kto nie jest tak bardzo w sprawę emocjonalnie zaangażowany, bo rozmowy o tym problemie rozbijają moje przyszłe małżeństwo. Chociaż czuję się w równej mierze przyjacielem mojej narzeczonej, to zastanawiam się wciąż nad niezwykłością i swoistym brakiem równowagi w tej przyjaźni. Tak, będzie o czym pogadać z Zee Oswaldem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)