"Król dopalaczy na wolności" - grzmi tytuł artykułu na onecie. Szlag by ich trafił z tą całą pierdoloną legislacją i interpretacją obowiązujących przepisów. Zakazywać, zakazywać, zakazywać - to właśnie klimat obecnej polityki; każdy stara się pokazać że jest bardziej przeciwko dopalaczom od wszystkich pozostałych ugrupowań.
Wiadomo przecież od lat, że działanie prawa opartego przede wszystkim na zakazach się nie bardzo sprawdza w praktyce. Najlepszym przykładem jest dziesięć przykazań.
sobota, 9 października 2010
wtorek, 28 września 2010
Bo my, ateiści...
Ciekawe, dzisiaj radiowa Trójka podała informację, że w USA największą wiedzę na temat religii mają ateiści i agnostycy, w następnej kolejności Żydzi i mormoni. Tutaj jest news na ten temat.
I muszę przyznać, że nic w tym dziwnego, że te dwie grupy wiedzą więcej o religii niż reszta. W końcu ateiści dlatego są ateistami, że wiedzą więcej o religii niż przeciętny wierzący i stanowi to naturalną kolej rzeczy; im więcej wiesz o religii, tym bardziej przekonujesz się, że to zwykłe mydlenie oczu.
Ech, ksiądz Churwa naburmuszył się, gdy mu to dzisiaj powiedziałem, wyszedł z pokoju i jeszcze go od tamtej pory nie widziałem.
I muszę przyznać, że nic w tym dziwnego, że te dwie grupy wiedzą więcej o religii niż reszta. W końcu ateiści dlatego są ateistami, że wiedzą więcej o religii niż przeciętny wierzący i stanowi to naturalną kolej rzeczy; im więcej wiesz o religii, tym bardziej przekonujesz się, że to zwykłe mydlenie oczu.
Ech, ksiądz Churwa naburmuszył się, gdy mu to dzisiaj powiedziałem, wyszedł z pokoju i jeszcze go od tamtej pory nie widziałem.
niedziela, 19 września 2010
Polityka informacyjna i dr M.
Od pewnego czasu drażni mnie pewne zjawisko w polskich mediach.
Ilekroć w jakimś serwisie informacyjnym mowa jest o oszczędnościach w służbie zdrowia, tylekroć pokazywane są albo schorowani paralitycy, albo stare baby. Jedni pieprzą o tym, że nie mają pieniędzy na leczenie swoich zajebiście rzadkich chorób, drugie że cienka renta i teraz to już przyjdzie z głodu umrzeć.
Na ten przykład kilka dni temu widziałem bodajże w Polsacie newsa o szpitalu w Rudzie Śląskiej, w którym pacjenci zobowiązani są płacić abonament za prąd zużyty przez urządzenia elektryczne, z których korzystają podczas pobytu w szpitalu. I narzekania starych bab, że z emerytury to nie wystarczy na zapłacenie 12,20zł za tydzień korzystania z zasilania do radia i telefonu.
Spotkałem niedawno doktora Męczywora. Zagadaliśmy się strasznie przy kawie, a na koniec podyktował mi kolejny list do pacjentów:
Drodzy pacjenci!
Telefon komórkowy, czy prywatne radio w sali szpitalnej to dobra luksusowe, gdyż szpital nie zapewnia takowych żadnemu pacjentowi indywidualnie. Są oczywiście dostępne tego typu urządzenia do użytku zbiorowego; automaty telefoniczne na kartę, odbiorniki radiowe i telewizyjne, z których można korzystać nieodpłatnie; w przypadku telefonów płacicie jedynie za odbytą rozmowę operatorowi sieci, a radio i telewizja są przeważnie za darmochę. Jeżeli więc mimo takiej aprowizacji medialnej chcecie korzystać z luksusów, to niestety musicie za nie płacić. Tego wymaga zasada solidarności społecznej, a jest to i tak duże ustępstwo ze strony szpitali; wszak w imię równości w obliczu choroby można by zakazać stosowania prywatnych urządzeń elektronicznych w ogóle. Jeśli więc dyrektor szpitala postanawia nie rozdawać więcej prądu za darmo, bo szpital jest w katastrofalnej kondycji finansowej, to posłusznie płaćcie albo korzystajcie tylko z tego, co macie nieodpłatnie.
Tako rzecze doktor Męczywór.
Ilekroć w jakimś serwisie informacyjnym mowa jest o oszczędnościach w służbie zdrowia, tylekroć pokazywane są albo schorowani paralitycy, albo stare baby. Jedni pieprzą o tym, że nie mają pieniędzy na leczenie swoich zajebiście rzadkich chorób, drugie że cienka renta i teraz to już przyjdzie z głodu umrzeć.
Na ten przykład kilka dni temu widziałem bodajże w Polsacie newsa o szpitalu w Rudzie Śląskiej, w którym pacjenci zobowiązani są płacić abonament za prąd zużyty przez urządzenia elektryczne, z których korzystają podczas pobytu w szpitalu. I narzekania starych bab, że z emerytury to nie wystarczy na zapłacenie 12,20zł za tydzień korzystania z zasilania do radia i telefonu.
Spotkałem niedawno doktora Męczywora. Zagadaliśmy się strasznie przy kawie, a na koniec podyktował mi kolejny list do pacjentów:
Drodzy pacjenci!
Telefon komórkowy, czy prywatne radio w sali szpitalnej to dobra luksusowe, gdyż szpital nie zapewnia takowych żadnemu pacjentowi indywidualnie. Są oczywiście dostępne tego typu urządzenia do użytku zbiorowego; automaty telefoniczne na kartę, odbiorniki radiowe i telewizyjne, z których można korzystać nieodpłatnie; w przypadku telefonów płacicie jedynie za odbytą rozmowę operatorowi sieci, a radio i telewizja są przeważnie za darmochę. Jeżeli więc mimo takiej aprowizacji medialnej chcecie korzystać z luksusów, to niestety musicie za nie płacić. Tego wymaga zasada solidarności społecznej, a jest to i tak duże ustępstwo ze strony szpitali; wszak w imię równości w obliczu choroby można by zakazać stosowania prywatnych urządzeń elektronicznych w ogóle. Jeśli więc dyrektor szpitala postanawia nie rozdawać więcej prądu za darmo, bo szpital jest w katastrofalnej kondycji finansowej, to posłusznie płaćcie albo korzystajcie tylko z tego, co macie nieodpłatnie.
Tako rzecze doktor Męczywór.
wtorek, 22 czerwca 2010
Drugi list do pacjentów, czyli Poradnia Doktora Męczywora
Pacjentyzm, pisze dr Męczywór, jest największym nieszczęściem, jakie może dotknąć lekarza. (1) By nie tworzyć wokół tego pojęcia aury tajemniczości, spieszę wyjaśnić, co też ono oznacza. (2)
Pacjentyzm jest stanem ducha, w którym człowiek całkowicie oddaje się pod opiekę lekarza (3) i w zamian za to oczekuje powrotu do idealnego zdrowia i wspaniałego samopoczucia. (4) Człowiek obciążony pacjentyzmem, pozostawiając lekarzowi pełnię swobód decyzjnych,(5) próbuje pozbyć się odpowiedzialności za własne zdrowie w przekonaniu, że uleczą go leki, ewentualnie operacja.(6)
Pacjencie! Leki Cię nie uleczą,(7) operacja Cię nie uzdrowi, a częste wizyty u lekarza nie poprawią Twojego stanu zdrowia,(8) jeśli sam nie zmienisz swoich nawyków.(9) - apeluje doktor Męczywór. I dalej: Pamiętaj, Twoje zdrowie to przede wszystkim Twój problem! (10) Jeśli z zalecenia lekarza, aby wszystko smażyć na oleju (11) wyciągasz wniosek, że słoninę na oleju też smażyć należy, (11) To jesteś w błędzie i tętnice Twoje obrastać dalej będą blaszkami miażdżycowymi (12) i sczeźniesz na zawał lub udar mózgu (13) a Twoje ścierwo przez rodzinę do ziemi złożone zostanie. (14)
Jeżeli chcesz w zdrowiu dożyć starości, nawet jeśli pracujesz fizycznie, ćwicz (15) najmniej trzy razy w tygodniu; lekko, ale długo, aż do zmęczenia. (16) Nie żryj też za dużo; czuj niedosyt po każdej wieczerzy. (17) Śpij 8 godzin; kładź się z ostatnim kura pianiem i z pierwszym kura pianiem wstawaj (19) Gdy słońce wejdzie w zenit, a kur zapieje, spożyj obiad. (20) A gdy senny się poczujesz późnym popołudniem, (21) zdrzemnij się minut trzydzieści. (22) Pracuj z umiarem i nie traktuj swego zajęcia zbyt poważnie, (23) chyba że jesteś strażakiem.(24) Alkohol pij z umiarem, nie bez upijania się (25) A papierosy możesz palić tylko od święta (26) Zachowaj te rady na lepsze życie (27), a względnie zdrów dożyjesz późnej starości,(28) chyba że masz mukowiscydozę, zespół Downa, czy inną chorobę genetyczną (29) wówczas Twoje życie zakończy się w miarę młodo i w męczarniach. (30) Nigdy nie oczekuj od lekarza, że wszystko wyleczy za pomocą cudownego lekarstwa; to niemożliwe (31) - kończy dr Męczywór.
Co tu jeszcze dodać? Chyba nic, psze państwa. Mądrości doktora Męczywora mają wymiar uniwersalny, podobnie jak Złote Myśli Księdza Churwy. Żal tylko, że ci dwaj mędrcy nieprędko się spotkają.
Pacjentyzm jest stanem ducha, w którym człowiek całkowicie oddaje się pod opiekę lekarza (3) i w zamian za to oczekuje powrotu do idealnego zdrowia i wspaniałego samopoczucia. (4) Człowiek obciążony pacjentyzmem, pozostawiając lekarzowi pełnię swobód decyzjnych,(5) próbuje pozbyć się odpowiedzialności za własne zdrowie w przekonaniu, że uleczą go leki, ewentualnie operacja.(6)
Pacjencie! Leki Cię nie uleczą,(7) operacja Cię nie uzdrowi, a częste wizyty u lekarza nie poprawią Twojego stanu zdrowia,(8) jeśli sam nie zmienisz swoich nawyków.(9) - apeluje doktor Męczywór. I dalej: Pamiętaj, Twoje zdrowie to przede wszystkim Twój problem! (10) Jeśli z zalecenia lekarza, aby wszystko smażyć na oleju (11) wyciągasz wniosek, że słoninę na oleju też smażyć należy, (11) To jesteś w błędzie i tętnice Twoje obrastać dalej będą blaszkami miażdżycowymi (12) i sczeźniesz na zawał lub udar mózgu (13) a Twoje ścierwo przez rodzinę do ziemi złożone zostanie. (14)
Jeżeli chcesz w zdrowiu dożyć starości, nawet jeśli pracujesz fizycznie, ćwicz (15) najmniej trzy razy w tygodniu; lekko, ale długo, aż do zmęczenia. (16) Nie żryj też za dużo; czuj niedosyt po każdej wieczerzy. (17) Śpij 8 godzin; kładź się z ostatnim kura pianiem i z pierwszym kura pianiem wstawaj (19) Gdy słońce wejdzie w zenit, a kur zapieje, spożyj obiad. (20) A gdy senny się poczujesz późnym popołudniem, (21) zdrzemnij się minut trzydzieści. (22) Pracuj z umiarem i nie traktuj swego zajęcia zbyt poważnie, (23) chyba że jesteś strażakiem.(24) Alkohol pij z umiarem, nie bez upijania się (25) A papierosy możesz palić tylko od święta (26) Zachowaj te rady na lepsze życie (27), a względnie zdrów dożyjesz późnej starości,(28) chyba że masz mukowiscydozę, zespół Downa, czy inną chorobę genetyczną (29) wówczas Twoje życie zakończy się w miarę młodo i w męczarniach. (30) Nigdy nie oczekuj od lekarza, że wszystko wyleczy za pomocą cudownego lekarstwa; to niemożliwe (31) - kończy dr Męczywór.
Co tu jeszcze dodać? Chyba nic, psze państwa. Mądrości doktora Męczywora mają wymiar uniwersalny, podobnie jak Złote Myśli Księdza Churwy. Żal tylko, że ci dwaj mędrcy nieprędko się spotkają.
poniedziałek, 10 maja 2010
Nawrót natrętnych ruminacji...
Noszę się ostatnio z zamiarem, by znów jakąś notkę wrzucić. W sobotę miałem nawrót OCD; zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne z przewagą myśli natrętnych, jak to zwykle u mnie bywa. Szlag, nikomu nie życzę podobnych przeżyć. Prawie rok spokoju i znowu musiało się mi to choróbsko przywlec. Trzy godziny snu w nocy i zepsuty cały następny dzień. W sumie napad nie tak ciężki jak ten pierwszy w moim życiu; jeszcze w czasach liceum. Szczęśliwie już niewiele z tego pamiętam; tyle tylko że trwał prawie cztery dni i mało nie doprowadził do rozpadu rodzącego się wówczas związku z J.
Zastanawiam się tylko, czy wyjście, jakie za każdym razem znajduję jest zwykłą obronną racjonalizacją, czy też rzeczywiście ten problem rozwiązuje?
Może przyjdzie czas, że porozmawiam o tym z kimś, kto nie jest tak bardzo w sprawę emocjonalnie zaangażowany, bo rozmowy o tym problemie rozbijają moje przyszłe małżeństwo. Chociaż czuję się w równej mierze przyjacielem mojej narzeczonej, to zastanawiam się wciąż nad niezwykłością i swoistym brakiem równowagi w tej przyjaźni. Tak, będzie o czym pogadać z Zee Oswaldem...
Zastanawiam się tylko, czy wyjście, jakie za każdym razem znajduję jest zwykłą obronną racjonalizacją, czy też rzeczywiście ten problem rozwiązuje?
Może przyjdzie czas, że porozmawiam o tym z kimś, kto nie jest tak bardzo w sprawę emocjonalnie zaangażowany, bo rozmowy o tym problemie rozbijają moje przyszłe małżeństwo. Chociaż czuję się w równej mierze przyjacielem mojej narzeczonej, to zastanawiam się wciąż nad niezwykłością i swoistym brakiem równowagi w tej przyjaźni. Tak, będzie o czym pogadać z Zee Oswaldem...
wtorek, 13 kwietnia 2010
Polityka, panie, polityka... i moja droga do starości...
Tragedia w Smoleńsku dotknęła mnie do żywego. Nagła śmierć głowy państwa nie zdarza się codziennie. I nie tak wielki byłby żal, gdyby nie obecność na pokładzie pechowego Tupolewa wielu innych ważnych osobistości. Zasadniczo to ich śmierć mogła zachwiać naszym państwem w posadach bardziej niż śmierć prezydenta. Pisząc o tych ważnych osobistościach mam na myśli przede wszystkim najwyższych dowódców naszego wojska.
Nadawane ciągle życiorysy i programy o tych, którzy zginęli stają się już nieznośnym jazgotem. Po pierwszym szoku pojawiły się w mediach komentarze publicystów.
Niedzielne "Wiadomości" puściły na antenę wypowiedzi dwóch publicystów z Rzepy. Obydwaj walili w ten głupi gong podziwu i czołobitności dla zmarłego tragicznie prezydenta.
Panowie dziennikarze! Ujadający Palikot przestał ujadać, bo prezydent zginął w katastrofie. Jestem przekonany, że pan Janusz, tak jak i ja, głęboko przeżył tę ogromną dla Polski stratę z czysto ludzkiego i patriotycznego odruchu; zginęli ludzie, zginął prezydent; każda tego rodzaju katastrofa byłaby upamiętniona tygodniem żałoby narodowej. To nieprawda, że (parafrazując wasze wypowiedzi - panowie Wildstein i Semka) trzeba było dopiero śmierci, żeby olśnił mnie (nas) blask postaci Lecha Kaczyńskiego! Nasz nieżyjący prezydent był (z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością) wielkim patriotą. Może i był wielkim człowiekiem. Jednak moim zdaniem na pewno nie był wielkim prezydentem i moja opinia na ten temat nie uległa zmianie ani o cal z powodu tej katastrofy.
Fakt, to straszne zdarzenie sprawiło, że przemyślałem swój stosunek do Lecha Kaczyńskiego jako do człowieka i postrzegam go teraz nieco inaczej; jako dobrego męża, czy ojca; chwilami uroczo nieprzystającego do rzeczywistości człowieka. Osoba o takim charakterze nie nadaje się jednak, by dzierżyć władzę wykonawczą w tym kraju. Prawie ślepe posłuszeństwo bratu nie robiło mu dobrej matki u dużej części społeczeństwa. Prezydent powinien umieć być niezależnym, czego o Lechu Kaczyńskim powiedzieć nie mogę.
Największa jednak przykrość sprawiła mi śmierć Pani Marii Kaczyńskiej. Była ona osobą, którą darzyłem niewątpliwie największą sympatią spośród dotychczasowych pierwszych dam RP i przyznać muszę, że jako osoba na tym nieformalnym stanowisku, zawiesiła poprzeczkę dla przyszłych pierwszych dam gdzieś na wysokości Mount Everest. Na mój szczególny podziw ta wspaniała osoba zasłużyła odwagą w prezentowaniu swoich poglądów; niezależnych od polityki uprawianej przez swojego szwagra. Ściągnęła za to na swoją głowę gromy od paru osób, pamiętam doskonale. Oto pierwszy link, jaki mi wyskoczył w google po wpisaniu hasła: Rydzyk Maria Kaczyńska:
http://www.pardon.pl/artykul/2042/rydzyk_kaczynska_powinna_poddac_sie_eutanazji
A abstrahując od polityki, piątego kwietnia skończyłem 26 lat. To jest już trochę czasu. Bliżej już niestety do dojrzałego trzydziestaka i aż żal dupę ściska, że jeszcze studiuję. Mimo tego młodo jeszcze dosyć się czuję, bo w końcu mimo przemijania... No właśnie. Piosenka Wojciecha Młynarskiego:
Nadawane ciągle życiorysy i programy o tych, którzy zginęli stają się już nieznośnym jazgotem. Po pierwszym szoku pojawiły się w mediach komentarze publicystów.
Niedzielne "Wiadomości" puściły na antenę wypowiedzi dwóch publicystów z Rzepy. Obydwaj walili w ten głupi gong podziwu i czołobitności dla zmarłego tragicznie prezydenta.
Panowie dziennikarze! Ujadający Palikot przestał ujadać, bo prezydent zginął w katastrofie. Jestem przekonany, że pan Janusz, tak jak i ja, głęboko przeżył tę ogromną dla Polski stratę z czysto ludzkiego i patriotycznego odruchu; zginęli ludzie, zginął prezydent; każda tego rodzaju katastrofa byłaby upamiętniona tygodniem żałoby narodowej. To nieprawda, że (parafrazując wasze wypowiedzi - panowie Wildstein i Semka) trzeba było dopiero śmierci, żeby olśnił mnie (nas) blask postaci Lecha Kaczyńskiego! Nasz nieżyjący prezydent był (z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością) wielkim patriotą. Może i był wielkim człowiekiem. Jednak moim zdaniem na pewno nie był wielkim prezydentem i moja opinia na ten temat nie uległa zmianie ani o cal z powodu tej katastrofy.
Fakt, to straszne zdarzenie sprawiło, że przemyślałem swój stosunek do Lecha Kaczyńskiego jako do człowieka i postrzegam go teraz nieco inaczej; jako dobrego męża, czy ojca; chwilami uroczo nieprzystającego do rzeczywistości człowieka. Osoba o takim charakterze nie nadaje się jednak, by dzierżyć władzę wykonawczą w tym kraju. Prawie ślepe posłuszeństwo bratu nie robiło mu dobrej matki u dużej części społeczeństwa. Prezydent powinien umieć być niezależnym, czego o Lechu Kaczyńskim powiedzieć nie mogę.
Największa jednak przykrość sprawiła mi śmierć Pani Marii Kaczyńskiej. Była ona osobą, którą darzyłem niewątpliwie największą sympatią spośród dotychczasowych pierwszych dam RP i przyznać muszę, że jako osoba na tym nieformalnym stanowisku, zawiesiła poprzeczkę dla przyszłych pierwszych dam gdzieś na wysokości Mount Everest. Na mój szczególny podziw ta wspaniała osoba zasłużyła odwagą w prezentowaniu swoich poglądów; niezależnych od polityki uprawianej przez swojego szwagra. Ściągnęła za to na swoją głowę gromy od paru osób, pamiętam doskonale. Oto pierwszy link, jaki mi wyskoczył w google po wpisaniu hasła: Rydzyk Maria Kaczyńska:
http://www.pardon.pl/artykul/2042/rydzyk_kaczynska_powinna_poddac_sie_eutanazji
A abstrahując od polityki, piątego kwietnia skończyłem 26 lat. To jest już trochę czasu. Bliżej już niestety do dojrzałego trzydziestaka i aż żal dupę ściska, że jeszcze studiuję. Mimo tego młodo jeszcze dosyć się czuję, bo w końcu mimo przemijania... No właśnie. Piosenka Wojciecha Młynarskiego:
piątek, 9 kwietnia 2010
Chujowa kobieta...
Pewnego wieczoru w mojej głowie zrodziła się pewna fraza. Zbitek słów zupełnie do siebie nie pasujących, a jednak coś mnie w nim urzekło. Termin, który owego wieczoru wpadł mi do głowy to właśnie "chujowa kobieta". Niewątpliwie mocno uprzedmiotowia on płeć piękną, ale po dłuższym namyśle stwierdziłem, że właśnie po to ma być. Uprzedmiotowienie służy podkreśleniu, iż taka pani przekracza granicę poczucia jakiejkolwiek kobiecości i zbliża się już do granicy, za którą mamy już właściwie nieczłowieka. Zastanawiałem się, czy znajdę kiedykolwiek adekwatny przykład takiej chujowej kobiety.
I oto pewnej soboty, gdy tuląc moją ukochaną Asię oglądałem TVN, taki niemalże idealny przykład mi się objawił! Osoba ta wystąpiła w programie "Kuchenne rewolucje"; nieciekawa z wyglądu, całkowicie pozbawiona gustu, z intelektem gdzieś pomiędzy debilem a imbecylem, a w dodatku upierdliwa jak harpia. Za taką właśnie osobę uznałem panią Irenę; szefową upadającej restauracji. Odcinek programu, w którym prezentuje swoje "walory" znajdziecie tutaj.
I oto pewnej soboty, gdy tuląc moją ukochaną Asię oglądałem TVN, taki niemalże idealny przykład mi się objawił! Osoba ta wystąpiła w programie "Kuchenne rewolucje"; nieciekawa z wyglądu, całkowicie pozbawiona gustu, z intelektem gdzieś pomiędzy debilem a imbecylem, a w dodatku upierdliwa jak harpia. Za taką właśnie osobę uznałem panią Irenę; szefową upadającej restauracji. Odcinek programu, w którym prezentuje swoje "walory" znajdziecie tutaj.
Subskrybuj:
Posty (Atom)